Quibi i błyskawiczny upadek, czyli dlaczego platforma nie podbiła serc użytkowników?


Zbierasz prawie 2 miliardy dolarów, angażujesz największe gwiazdy Hollywood i budujesz technologię, jakiej świat jeszcze nie widział – a sześć miesięcy później zamykasz firmę. Dokładnie tak wyglądała historia Quibi, platformy streamingowej, która stała się jednym z najgłośniejszych bankructw na styku Doliny Krzemowej i fabryki snów.
Czym było Quibi?
Quibi – skrót od „Quick Bites” – to mobilna platforma streamingowa założona w 2018 roku przez Jeffrey’a Katzenberga, weterana Hollywood i współtwórcę DreamWorks, oraz Meg Whitman, byłą CEO eBay i Hewlett Packard[1]. Pomysł był prosty i ambitny zarazem: dostarczać wysokobudżetowe seriale w odcinkach trwających maksymalnie 10 minut, przeznaczonych do oglądania wyłącznie na smartfonach[2]. Platforma miała wypełniać „momenty pomiędzy” – dojazdy do pracy, kolejki w sklepie, przerwy na kawę.
Inwestorzy pokochali tę wizję. Quibi zebrało 1,75 miliarda dolarów od gigantów takich jak Disney, NBCUniversal, WarnerMedia czy Alibaba[3]. Budżet na produkcje sięgał 100 tysięcy dolarów za minutę materiału[4], a na liście twórców znaleźli się Steven Spielberg, Jennifer Lopez, Idris Elba i Kevin Hart[5]. Technologiczną perełką miał być Turnstyle – opatentowany system pozwalający na płynne przełączanie obrazu między trybem pionowym a poziomym podczas oglądania[6].
Start nastąpił 6 kwietnia 2020 roku. Subskrypcja kosztowała 4,99 USD z reklamami lub 7,99 USD bez reklam[7]. Quibi planowało zdobyć 7,4 miliona subskrybentów w pierwszym roku[8]. Rzeczywistość okazała się brutalna.
Dlaczego Quibi upadło?
Platforma uruchomiona w środku pandemii COVID-19 natychmiast straciła swoją główną przewagę – oglądanie „w biegu”[9]. Ludzie siedzieli w domach, mając przed sobą duże ekrany telewizorów i nieograniczony dostęp do Netflixa czy Disney+. Katzenberg początkowo zrzucił winę wyłącznie na koronawirusa, mówiąc do „New York Timesa”, że pandemia jest odpowiedzialna za wszystko, co poszło nie tak[10]. Analitycy szybko jednak wskazali, że wirus jedynie obnażył fundamentalne wady modelu[11].
Quibi masowo kupowało scenariusze odrzucone wcześniej przez Netflix i HBO, a potem sztucznie kroiło pełnometrażowe projekty na kilkuminutowe kawałki[12]. Żaden z ponad 175 tytułów nie przebił się do szerszej świadomości widzów[13].
Na starcie Quibi zablokowało mo żliwość robienia zrzutów ekranu i udostępniania fragmentów w mediach społecznościowych[14]. W kontakcie z TikTokiem i kulturą memów oznaczało to odcięcie się od organicznej wiralowości[15]. Brak opcji przesyłania obrazu na telewizor pogłębiał frustrację użytkowników zamkniętych w domach[16].
Marketing też chybił celu. Reklama podczas Super Bowl (kosztowała ponad 5 milionów dolarów) znalazła się wśród najgorzej ocenianych spotów wieczoru[17]. Kampanie promowały samą platformę i technologię zamiast konkretnych programów, które mogłyby przyciągnąć widzów[18].
Wreszcie, Quibi źle zidentyfikowało konkurencję. Zarząd mierzył się z Netflixem, podczas gdy prawdziwi rywale – TikTok, YouTube, Instagram – oferowali krótkie formy za darmo i budowali społeczności oparte na uczestnictwie, nie biernej konsumpcji[19].