Jak wykorzystać Tindera w marketingu?

Wyobraź sobie, że stoi przed Tobą kilkadziesiąt potencjalnych partnerów. Przechadzasz się między nimi, mówiąc: "ty nie", "ty tak", "ty możesz pomarzyć". Następnie osoby, które wybrałeś, decydują, czy są Tobą zainteresowane i sygnalizują to swoim "ty nie", "ty tak". Wówczas sytuacja jest jasna - zaczynacie podróż zwaną miłością, a jak się nie uda lub skończy na jednej nocy, wracacie do rzędu, powtarzając: "ty nie", "ty tak". Brzmi surrealistycznie? Tak właśnie działa Tinder.

Co to jest Tinder?

Tinder to aplikacja randkowa, która idealnie wpasowuje się w potrzeby singli XXI wieku. Została uruchomiona w 2012 roku, a jej testy prowadzono na terenie Southern Methodist University. To właśnie studenci powiedzieli pierwsze "ty nie", "ty tak", używając do tego palca.

Tinder szybko zdobył uznanie i zrewolucjonizował rynek aplikacji randkowych. Już w 2013 roku otrzymał nagrodę Crunchie Award w trakcie festiwalu TechCrunch w Dolinie Krzemowej. Potem systematycznie rozwijał się, aby w 2018 r. mieć na liczniku… 20 miliardów par.

Liczba par nie oznacza jednak sukcesów miłosnych. Ba, nie oznacza nawet, że sparowane osoby się kiedykolwiek spotkały. Jak to możliwe?

Jak działa Tinder?

Tinder czerpie z technologii lokalizacji. Oznacza to, że potencjalni partnerzy, spośród których możesz wybierać, nie mieszkają na innym kontynencie - są gdzieś w pobliżu. Tinder posuwa się zresztą na tyle daleko, aby podać Ci szacowaną odległość między Wami. Dzięki temu wiesz, że Ania mieszka w promieniu 3 km, a Dorota w promieniu 30 km. Nie wybierzesz zatem Doroty, jeśli liczysz na spotkanie tego wieczora.

Swój profil możesz połączyć z kontami na Facebooku, Instagramie i Spotify. Sprawia to, że użytkownicy widzą Twoje zainteresowania, zdjęcia i wspólnych znajomych. Działa to oczywiście w obie strony.

Tylko jak to wygląda w praktyce? Najpierw zakładasz konto, co dzięki połączeniu z innymi aplikacjami jest bardzo proste. Potem możesz swój profil uzupełnić o dodatkowe informacje. I to właściwie na tyle.

Na głównym ekranie wyświetlają się profile osób w pobliżu, a ściślej - ich zdjęcia. Zdjęcia zajmują bowiem 3/4 ekranu, a żeby zobaczyć opis profilu trzeba dodatkowo kliknąć niewielki symbol "i" (informacje). Taki układ treści jest swoją drogą bardzo ciekawy - sugeruje, że chęć znajomości zależy głównie od zdjęcia na danym profilu, nie od tego, co dana osoba może zaoferować.

Kiedy już stwierdzisz, że chcesz przeczytać, co użytkownicy mają Ci do przekazania (lub też nie), możesz powiedzieć swoje "tak" lub "nie", używając do tego palca. Najprostsze jest przesunięcie danego zdjęcia w lewo lub prawo. Ruch w lewo oznacza, że nie jesteś zainteresowany. Ruch w prawo przeciwnie.

Ale pod profilem znajdują się też inne opcje.

  • Strzałka - oznacza ponowny wybór. Używając jej, możesz cofnąć swoją akcję i np. odrzucić osobę, której profil polubiłeś. Niestety dostępna jest tylko dla subskrybentów.
  • X - to po prostu odrzucenie (jak ruch w lewo).
  • Gwiazdka - niebieska gwiazdka to tzw. Super Like. Można jej użyć raz dziennie i jest wyrażeniem chęci kontaktu. To jedyny sposób, aby inny użytkownik dowiedział się o Tobie, jeśli nie polubił Twojego profilu. Po prostu dostaje wtedy powiadomienie o tym, że chcesz z nim porozmawiać. Subskrybenci mogą użyć gwiazdki pięć razy dziennie.
  • Serce - to wyrażenie zainteresowania (jak ruch w prawo). Jeśli ten sam użytkownik wyrazi zainteresowanie Twoim profilem, zostaniecie sparowani.
  • Fioletowy piorun - to tzw. boost. Uruchomienie go zwiększa popularność Twojego profilu. Zobaczą go bowiem wszyscy użytkownicy w okolicy w ciągu najbliższych 30 min. Boosty można kupować, a subskrybenci dostają bezpłatnego boosta raz w miesiącu.

Jak już się pewnie domyśliłeś, tylko sparowani użytkownicy mogą ze sobą rozmawiać.

Jak randkuje Polska

Tinder w Polsce ma się naprawdę dobrze i to raczej nie jest zaskakujące. Zaskakujące są natomiast statystyki, które w swoim raporcie udostępnił IRcenter.com.

Okazuje się, że niemal połowa użytkowników jest w związku! Stan wolny deklaruje tylko 58% profili. A to tylko początek. Co piąta osoba jest w związku partnerskim lub małżeńskim, a co trzecia ma dziecko.

Ponadto, częściej z Tindera korzystają mężczyźni (55%). Wśród użytkowników dominuje najmłodsza grupa wiekowa (16-24) i są to osoby przeważnie z dużych lub średnich miast. Tylko 13% mieszka na wsi, chociaż grupa ta stanowiła w badaniach ogółem aż 35%.

Kim są osoby korzystające z Tindera? Okazuje się, że są to ludzie prawdziwie nowocześni. Lubią uczyć się nowych rzeczy i mają ambitne cele. Nie boją się wyzwań, śledzą nowinki technologiczne, żyją w pośpiechu. Większość (52%) zadeklarowała, że pracuje przede wszystkim dla pieniędzy. Z badań wyłania się więc obraz ludzi XXI wieku - nastawionych na cele i osiągnięcia.

No dobrze… A dlaczego Tinder ma też swoich przeciwników?

Tinder jest jak pudełko czekoladek...

nigdy nie wiesz, na co trafisz. Na portalu aż roi się od użytkowników szukających przygody na jedną noc i par chętnych do wzbogacenia swojej relacji o dodatkową osobę. Nie zabraknie również fałszywych kont celebrytów. Są też osoby, które nie bardzo wiedzą, czego chcą. Brzmi fatalnie?

Wiedząc, kim są użytkownicy Tindera, pudełko czekoladek nie jest aż tak zaskakujące. Osoby młode, ambitne i żyjące w pośpiechu szukają rozrywki na portalu randkowym - to nie powinno nikogo dziwić.

Czy to więc oznacza, że na Tinderze nie ma miłości? Miłość jest. Wiele par poznało się na Tinderze i żyją razem po dziś dzień. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że część użytkowników ma po prostu inne cele, a powiedzenie komuś "ty tak" nie oznacza jeszcze sukcesu.

Przyczyny takiego stanu można też upatrywać w założeniach Tindera. Nie jest on nastawiony na budowanie długotrwałych relacji jak np. tradycyjne portale randkowe. Użytkownicy nie wymieniają ze sobą wyczerpujących wiadomości i nie spędzają miesięcy na poznawaniu się. Tinder po prostu przekierowuje dwójkę zainteresowanych sobą ludzi ze świata online do rzeczywistości. Wszystko dzieje się szybko i w związku z tym (zazwyczaj) szybko się też kończy.

Tinder w marketingu

Myślisz, że aplikacji randkowej nie można wykorzystać w marketingu? Nic bardziej mylnego! Tinder ma bardzo prostą mechanikę i właśnie dzięki temu stanowi duże pole do popisu. Niżej kilka przykładów, które być może zainspirują również Ciebie.

  • Kampania społeczna? Proszę bardzo! Amnesty International Australia przeprowadziła na Tinderze kampanię społeczną, która miała zwrócić uwagę na problem przymusowych małżeństw. Stworzono w tym celu profile, na których zamieszczono grafiki. Jedno z haseł na nich to: "Ty wybierasz swojego partnera. Wiele kobiet nie ma tego wyboru".

  • Pomoc zwierzakom? Pewnie! Za pomocą Tindera można też zachęcić ludzi do adopcji zwierząt. Taki trick zastosowała jedna z nowojorskich organizacji, która stworzyła w aplikacji profile psów ze schroniska. Po sparowaniu pies "zapraszał" użytkownika na randkę.

  • Poszukiwanie pracowników w aplikacji randkowej? Też da radę. Warszawska Agencja reklamowa TBWA/Teqiuila postanowiła użyć Tindera w procesie rekrutacji. Dwa fikcyjne profile (Tola Boska i Witek Ambaras) namierzały potencjalnych kandydatów (m.in. na podstawie zainteresowań) i zachęcały do wysłania CV.

  • Na uwagę zasługuje także akcja ŁKS-u. Piłkarze składali kobietom życzenia na Tinderze z okazji ich dnia. Jednocześnie zapraszali je też na najbliższy mecz. Miły gest w połączeniu z reklamą. Można? Można.

I najważniejsze - Tinder to dobre miejsce dla lokalnych kampanii. Jak już zostało wspomniane, aplikacja bazuje na geolokalizacji. Dzięki temu łatwo jest dotrzeć do grupy docelowej i zwrócić uwagę na markę. Jeśli adresujesz swoje usługi tylko do lokalnych odbiorców, Tinder może się być strzałem w dziesiątkę. Pamiętaj tylko, aby kampania zgadzała się z wizerunkiem marki.

No to co? Zamierzasz wykorzystać aplikację randkową w marketingu? Świetnie! Bo jaki by Tinder nie był, to wciąż potężna baza klientów. Warto więc zwrócić uwagę na jego potencjał marketingowy i wyjść poza schemat "ty tak", "ty nie".

Jak wykorzystać Tindera w marketingu?